środa, 2 stycznia 2013

Spirulina.

Czym jest ta zielona substancja?


Jest to spirulina, która jest nazwą handlową dla alg morskich.

Ze względu na swoją szeroką gamę właściwości wykorzystywana jest w dietetyce, kosmetyce czy też medycynie.

Zawiera w sobie kwas gammalinolenowy, wysokowartościowe białko, aminokwasy jak i witaminy A, B12, B1, B2.

Jak ją wykorzystywać?

Możemy zrobić z niej maseczkę na skórę twarzy.

Do jej przyrządzenia użyłam odrobiny wody mineralnej oraz spirulinę. Ciężko określić mi proporcje składników - starałam się uzyskać coś w postaci rzadkiej pasty.
Pozostawiłam ją na twarzy na 20 minut, a później zmyłam ciepłą wodą.

Maseczka prosta w przygotowaniu, składająca się z prawie niczego - nie spodziewałam się cudownych efektów. Jednak po umyciu skóra twarzy była milsza w dotyku, napięta a zmarszczki mimiczne jakby mniejsze. 

Maseczka całkowicie na plus, ale ostrzegam jednak przed jej bardzo specyficznym zapachem ;-)

Następnym razem postaram się do niej dodać parę kropel olejku.

czwartek, 27 grudnia 2012

Maseczka jogurtowa.

Zainspirowana innymi blogerkami postanowiłam wykorzystać nabiał w moim włosomaniactwie.

Połączyłam ze sobą:
- 100 g jogurtu naturalnego,
- łyżkę stołową odżywki Garniera "olejek z awokado i masło karite",
- łyżeczkę miodu,
- parę kropel soku z cytryny.

Całość wymieszałam na gładką masę i nałożyłam na włosy przed myciem, jako pierwsze O. Z uwagi właśnie na lepkość miodu chciałam umyć włosy nałożeniu płynem Facile po tej maseczce.
Nie nakładałam już drugiego O - w czasie mycia czułam, że moje włosy są już nawilżone i przyjemne w dotyku.

Po wysuszeniu ich zimnym nawiewem włosy były sprężyste i miękkie.

Maseczka prosta w przygotowaniu, jej składniki prawie zawsze mogę znaleźć w mojej kuchni.

poniedziałek, 24 grudnia 2012

Ostatnie mycie - czego używam.

Jestem podbudowana, bo usłyszałam dzisiaj od mojej kuzynki, że mam bardzo miękkie i puszyste włosy. Bardzo mnie to ucieszyło, tymbardziej, że moje włosy nie były już najświeższe, więc spięłam je w kucyk i ona właśnie dotykała koncówek (a te w mojej opinii są gorsze niż włosy u nasady).




Ten blog powstał po to, by pomóc mi w zapisywaniu rezultatów moich wszelakich poczynań, z tego powodu opiszę moje ostatnie mycie włosów. Przed ostatnim myciem połączyłam ze sobą:

- odżywkę Garniera "olejek z awokado i masło karite",
- mocznik

Wymieszałam te 2 substancje i nałożyłam na włosy. Następnie na włosy dodałam:

- parę kropel ekologicznego ekstraktu z zielonej herbaty.

Do mycia postanowiłam zastosować metodę OMO (pierwszą literką było O - czyli odżywka, której użyłam jako pierwszej), więc teraz przyszedł czas na M - jak mycie.Skorzystałam z:

-płynu do higieny intymnej Facile.


Natomiast drugim O stała się jedyna odżywka pod moją ręką, czyli:

- odżywka z Isany - różowa.

Po wypłukaniu włosów postanowiłam użyć własnoręcznie zrobionej maseczki z:

- jogurtu naturalnego,
- łyżeczki miodu.

Włosy włożyłam do czepka i chciałam zostawić je tam na dłuższy czas. Niestety maseczka okazała się dosyć rzadka i zaczęłam spływać z włosów. Następnym razem muszę zmienić minimalnie recepturę.


Włosy oczywiście suszyłam naturalnie. Zaraz po wyschnięciu były puszyste i były takie "push-up". Niestety dość szybko stały się nieświeże.


PS. Bez przerwy zmieniam sposób pisania postów. Nie wiem który jest najładniejszy? Wszelkie wskazówki mile widziane tutaj lub na: handyremedy@gmail.com

sobota, 22 grudnia 2012

Prawdziwy olejek arganowy.

Jak wspominałam już wcześniej prawie na samym początku mojej przygody z włosomaniactwem zakupiłam olej arganowy. Były to moje początki, więc w korzystaniu z niego popełniałam mnóstwo błędów. 


Opis ze strony producenta


"Olej arganowy pozbawiony jest konserwantów oraz bogato zaopatrzony w kwasy tłuszczowe (omega-6 i -9) i witaminę E. Wspiera naturalne mechanizmy obronne komórek człowieka. Szczególnie polecany do skóry dojrzałej, suchej oraz trądzikowej, choć z powodzeniem może być stosowany już u niemowlaków do ochrony i pielęgnacji także ich delikatnej skóry. Kobietom w ciąży zalecany jest w celu zapobiegania rozstępom, natomiast osobom starszym do nacierania rozbolałych mięśni i stawów. 
Olej arganowy wykorzystywany jest również w medycynie tradycyjnej, sprzyja gojeniu się ran, ma działanie przeciwzapalne i łagodzące przy chorobach skórnych takich jak np. ospa. Chroni skórę i włosy przed działaniem promieni słonecznych, pobudza krążenie krwi."
Jak używam?
Olejek stosowałam głównie do olejowania włosów. Ale dopiero po czasie spróbowałam po naolejowaniu schować włosy pod czepek i ręcznik(lub pod czapkę). Czasami podgrzewam dodatkowo włosy suszarką.

W przypadku moich włosów lepiej nie przesadzić z jego ilością - potem bywa trudno zmywalny. Parę kropel zaaplikowanych na końcówki włosów zdecydowanie wystarcza.
Zdarza mi się przecierać tym olejkiem suchą skórę np. na twarzy.


źródło:http://muhibbah-lady-c.blogspot.com

Podczas mojej ostatniej wyprawy do Maroka postanowiłam kupić sobie olejek arganowy prawie bezpośrednio od producenta. 


Było to ekonomiczne - olejek okazał się prawie 3 razy tańszy niż kupowany w Polsce, a dodatkowa posiada dłuższą datę ważności. Mój ważny jest do końca 2015r. 




poniedziałek, 17 grudnia 2012

Wymarzony i niespodziewany Tangle Teezer

Prawie od początku mojego włosomaniactwa posiadam szczotkę z włosia dzika. Ma jednak ona swoje wady i zalety, a z racji moich częstych wyjazdów coraz częściej myślałam o Tangle Teezer w wersji kompaktowej.

Okazja do zakupu nadarzyła się w czasie mojej ostatniej podróży. Kupienia TT nie planowałam w najbliższym czasie, jednak to była okazja! ;-)
Na TT wydałam 13 euro(czyli ok 52 zł). Nigdy nie sądziłam, że kupię sobie TT w samolocie i to w korzystniejszej cenie niż w sklepie internetowym.
(Muszę zauważyć, że aż tak bardzo porywcza w zakupach nie jestem - promocję wypatrzyłam w drodze na wakacje, a zakupu dokonałam dopiero w drodze powrotnej ;-)
Niestety nie miałam możliwości wyboru koloru mojej szczotki - na pokładzie samolotu były tylko takie:


źródło: www.tangleteezer.com

Gadżet ten nie kosztuje mało, ale już po 3 tygodniach użytkowania mogę stwierdzić, że szczotka ta jest warta swojej ceny.

Zalety:


- możliwość noszenia w torebce,
- rozczesuje nawet największe kołtuny,
- jest lekka,
- dobrze się ją trzyma w ręce, a podczas czesania nie wypada,
- szybkość czyszczenia,
- podczas czesania włosów fundujemy sobie masaż skóry głowy.


Wady:


- cena,
- w mojej wersji kolor (:P),

niedziela, 16 grudnia 2012

Szczotka z naturalnego włosia.

Wspomniana przeze mnie szczotka z dzika nie zachwyciła mnie swoim wyglądem. Farbowaną na mahoniowy rączkę z czarnym włosiem kupiłam za około 30 zł.

Z zakupu na początku nie byłam wcale zadowolona. Szczotka miała bardzo specyficzny zapach, a w pierwszym dniu po każdym czesaniu wypadały z niej dość krótkie włosy. Byłam bliska zareklamowania jej, jednak postanowiłam o nią zadbać.

Co parę dni czyściłam ją dokładnie z wszystkich włosów, potem delikatnie myłam włosie odżywką, zostawiałam do podeschnięcia, a następnie aplikowałam kroplę olejku np. z wiesiołka.
Przez pierwsze parę użyć po takim czyszczeniu po szczotkowaniu włosów miałam je prawie idealne.

Teraz korzystam z tej szczotki głównie wtedy, gdy jestem w domu. Jest ona dość spora i łatwo mogłabym ją uszkodzić w torebce.

Zalety:

-  po przeczesaniu, gdy szczotka jest odpowiednio przygotowana, zostawia śliczne włosy,
- jest wyprodukowana z naturalnych surowców - po wyrzuceniu nie zaszkodzi środowisku,
- duży wybór różnych modeli szczotki na rynku,


Wady:

- początkowy zapach szczotki i wypadanie włosia,
- czasami elektryzuje moje włosy,
- nie jest mała i łatwo ją uszkodzić.


PS. W czasie kiedy poszukiwałam szczotki idealnej w różnych sklepach w Amsterdamie miałam na oku też drewniany grzebień. Jedyny jaki znalazłam był do kupienia w The Body Shopie. Niestety jego cena nie jest niska, dlatego też postanowiłam się wstrzymać z zakupem.

Może któraś z Was wie gdzie w Krakowie można kupić drewniany grzebień w dobrej cenie?

środa, 12 grudnia 2012

Moja pierwsza maska Kalos Latte.

Po miesiącu używania dosyć ograniczonej ilości olejków, odżywek i innych włosowych specyfików czułam, że moje włosy potrzebują czegoś więcej. Zdecydowałam się na zakup Kallos - mlecznej maski do włosów.


źródło: http://lorien-cosmetics.pl/

Czytałam wcześniej o niej same pozytywne opinie, dlatego też od razu postanowiłam kupić  największe opakowanie. Dalej mam to opakowanie - teraz już niestety samą końcówkę.
Po jej użyciu w drugim O metody OMO czuję, że włosy są nawilżone, gładkie w dotyku i nie mam problemów z rozczesywaniem.


Zalety:

- cena,
- wydajność,
- konsystencja maski podobna jest do rzadkiego budyniu, przez co jej aplikacja jest bardzo prosta,
- opakowanie pozwala na wyciągnięcie takiej ilości jaka jest potrzebna,



Wady:

- według mojej siostry nie zbyt miły zapach, który mi w ogóle nie przeszkadza.