czwartek, 27 grudnia 2012

Maseczka jogurtowa.

Zainspirowana innymi blogerkami postanowiłam wykorzystać nabiał w moim włosomaniactwie.

Połączyłam ze sobą:
- 100 g jogurtu naturalnego,
- łyżkę stołową odżywki Garniera "olejek z awokado i masło karite",
- łyżeczkę miodu,
- parę kropel soku z cytryny.

Całość wymieszałam na gładką masę i nałożyłam na włosy przed myciem, jako pierwsze O. Z uwagi właśnie na lepkość miodu chciałam umyć włosy nałożeniu płynem Facile po tej maseczce.
Nie nakładałam już drugiego O - w czasie mycia czułam, że moje włosy są już nawilżone i przyjemne w dotyku.

Po wysuszeniu ich zimnym nawiewem włosy były sprężyste i miękkie.

Maseczka prosta w przygotowaniu, jej składniki prawie zawsze mogę znaleźć w mojej kuchni.

poniedziałek, 24 grudnia 2012

Ostatnie mycie - czego używam.

Jestem podbudowana, bo usłyszałam dzisiaj od mojej kuzynki, że mam bardzo miękkie i puszyste włosy. Bardzo mnie to ucieszyło, tymbardziej, że moje włosy nie były już najświeższe, więc spięłam je w kucyk i ona właśnie dotykała koncówek (a te w mojej opinii są gorsze niż włosy u nasady).




Ten blog powstał po to, by pomóc mi w zapisywaniu rezultatów moich wszelakich poczynań, z tego powodu opiszę moje ostatnie mycie włosów. Przed ostatnim myciem połączyłam ze sobą:

- odżywkę Garniera "olejek z awokado i masło karite",
- mocznik

Wymieszałam te 2 substancje i nałożyłam na włosy. Następnie na włosy dodałam:

- parę kropel ekologicznego ekstraktu z zielonej herbaty.

Do mycia postanowiłam zastosować metodę OMO (pierwszą literką było O - czyli odżywka, której użyłam jako pierwszej), więc teraz przyszedł czas na M - jak mycie.Skorzystałam z:

-płynu do higieny intymnej Facile.


Natomiast drugim O stała się jedyna odżywka pod moją ręką, czyli:

- odżywka z Isany - różowa.

Po wypłukaniu włosów postanowiłam użyć własnoręcznie zrobionej maseczki z:

- jogurtu naturalnego,
- łyżeczki miodu.

Włosy włożyłam do czepka i chciałam zostawić je tam na dłuższy czas. Niestety maseczka okazała się dosyć rzadka i zaczęłam spływać z włosów. Następnym razem muszę zmienić minimalnie recepturę.


Włosy oczywiście suszyłam naturalnie. Zaraz po wyschnięciu były puszyste i były takie "push-up". Niestety dość szybko stały się nieświeże.


PS. Bez przerwy zmieniam sposób pisania postów. Nie wiem który jest najładniejszy? Wszelkie wskazówki mile widziane tutaj lub na: handyremedy@gmail.com

sobota, 22 grudnia 2012

Prawdziwy olejek arganowy.

Jak wspominałam już wcześniej prawie na samym początku mojej przygody z włosomaniactwem zakupiłam olej arganowy. Były to moje początki, więc w korzystaniu z niego popełniałam mnóstwo błędów. 


Opis ze strony producenta


"Olej arganowy pozbawiony jest konserwantów oraz bogato zaopatrzony w kwasy tłuszczowe (omega-6 i -9) i witaminę E. Wspiera naturalne mechanizmy obronne komórek człowieka. Szczególnie polecany do skóry dojrzałej, suchej oraz trądzikowej, choć z powodzeniem może być stosowany już u niemowlaków do ochrony i pielęgnacji także ich delikatnej skóry. Kobietom w ciąży zalecany jest w celu zapobiegania rozstępom, natomiast osobom starszym do nacierania rozbolałych mięśni i stawów. 
Olej arganowy wykorzystywany jest również w medycynie tradycyjnej, sprzyja gojeniu się ran, ma działanie przeciwzapalne i łagodzące przy chorobach skórnych takich jak np. ospa. Chroni skórę i włosy przed działaniem promieni słonecznych, pobudza krążenie krwi."
Jak używam?
Olejek stosowałam głównie do olejowania włosów. Ale dopiero po czasie spróbowałam po naolejowaniu schować włosy pod czepek i ręcznik(lub pod czapkę). Czasami podgrzewam dodatkowo włosy suszarką.

W przypadku moich włosów lepiej nie przesadzić z jego ilością - potem bywa trudno zmywalny. Parę kropel zaaplikowanych na końcówki włosów zdecydowanie wystarcza.
Zdarza mi się przecierać tym olejkiem suchą skórę np. na twarzy.


źródło:http://muhibbah-lady-c.blogspot.com

Podczas mojej ostatniej wyprawy do Maroka postanowiłam kupić sobie olejek arganowy prawie bezpośrednio od producenta. 


Było to ekonomiczne - olejek okazał się prawie 3 razy tańszy niż kupowany w Polsce, a dodatkowa posiada dłuższą datę ważności. Mój ważny jest do końca 2015r. 




poniedziałek, 17 grudnia 2012

Wymarzony i niespodziewany Tangle Teezer

Prawie od początku mojego włosomaniactwa posiadam szczotkę z włosia dzika. Ma jednak ona swoje wady i zalety, a z racji moich częstych wyjazdów coraz częściej myślałam o Tangle Teezer w wersji kompaktowej.

Okazja do zakupu nadarzyła się w czasie mojej ostatniej podróży. Kupienia TT nie planowałam w najbliższym czasie, jednak to była okazja! ;-)
Na TT wydałam 13 euro(czyli ok 52 zł). Nigdy nie sądziłam, że kupię sobie TT w samolocie i to w korzystniejszej cenie niż w sklepie internetowym.
(Muszę zauważyć, że aż tak bardzo porywcza w zakupach nie jestem - promocję wypatrzyłam w drodze na wakacje, a zakupu dokonałam dopiero w drodze powrotnej ;-)
Niestety nie miałam możliwości wyboru koloru mojej szczotki - na pokładzie samolotu były tylko takie:


źródło: www.tangleteezer.com

Gadżet ten nie kosztuje mało, ale już po 3 tygodniach użytkowania mogę stwierdzić, że szczotka ta jest warta swojej ceny.

Zalety:


- możliwość noszenia w torebce,
- rozczesuje nawet największe kołtuny,
- jest lekka,
- dobrze się ją trzyma w ręce, a podczas czesania nie wypada,
- szybkość czyszczenia,
- podczas czesania włosów fundujemy sobie masaż skóry głowy.


Wady:


- cena,
- w mojej wersji kolor (:P),

niedziela, 16 grudnia 2012

Szczotka z naturalnego włosia.

Wspomniana przeze mnie szczotka z dzika nie zachwyciła mnie swoim wyglądem. Farbowaną na mahoniowy rączkę z czarnym włosiem kupiłam za około 30 zł.

Z zakupu na początku nie byłam wcale zadowolona. Szczotka miała bardzo specyficzny zapach, a w pierwszym dniu po każdym czesaniu wypadały z niej dość krótkie włosy. Byłam bliska zareklamowania jej, jednak postanowiłam o nią zadbać.

Co parę dni czyściłam ją dokładnie z wszystkich włosów, potem delikatnie myłam włosie odżywką, zostawiałam do podeschnięcia, a następnie aplikowałam kroplę olejku np. z wiesiołka.
Przez pierwsze parę użyć po takim czyszczeniu po szczotkowaniu włosów miałam je prawie idealne.

Teraz korzystam z tej szczotki głównie wtedy, gdy jestem w domu. Jest ona dość spora i łatwo mogłabym ją uszkodzić w torebce.

Zalety:

-  po przeczesaniu, gdy szczotka jest odpowiednio przygotowana, zostawia śliczne włosy,
- jest wyprodukowana z naturalnych surowców - po wyrzuceniu nie zaszkodzi środowisku,
- duży wybór różnych modeli szczotki na rynku,


Wady:

- początkowy zapach szczotki i wypadanie włosia,
- czasami elektryzuje moje włosy,
- nie jest mała i łatwo ją uszkodzić.


PS. W czasie kiedy poszukiwałam szczotki idealnej w różnych sklepach w Amsterdamie miałam na oku też drewniany grzebień. Jedyny jaki znalazłam był do kupienia w The Body Shopie. Niestety jego cena nie jest niska, dlatego też postanowiłam się wstrzymać z zakupem.

Może któraś z Was wie gdzie w Krakowie można kupić drewniany grzebień w dobrej cenie?

środa, 12 grudnia 2012

Moja pierwsza maska Kalos Latte.

Po miesiącu używania dosyć ograniczonej ilości olejków, odżywek i innych włosowych specyfików czułam, że moje włosy potrzebują czegoś więcej. Zdecydowałam się na zakup Kallos - mlecznej maski do włosów.


źródło: http://lorien-cosmetics.pl/

Czytałam wcześniej o niej same pozytywne opinie, dlatego też od razu postanowiłam kupić  największe opakowanie. Dalej mam to opakowanie - teraz już niestety samą końcówkę.
Po jej użyciu w drugim O metody OMO czuję, że włosy są nawilżone, gładkie w dotyku i nie mam problemów z rozczesywaniem.


Zalety:

- cena,
- wydajność,
- konsystencja maski podobna jest do rzadkiego budyniu, przez co jej aplikacja jest bardzo prosta,
- opakowanie pozwala na wyciągnięcie takiej ilości jaka jest potrzebna,



Wady:

- według mojej siostry nie zbyt miły zapach, który mi w ogóle nie przeszkadza.

wtorek, 11 grudnia 2012

Jak zaczęła się moja przygoda z włosomaniactwem

Od dziecka zawsze byłam jasną blondynką, niewiele młodszą siostrą ciemnej blondynki. Zawsze to ja miałam te krótsze włosy - długości parę cm za ucho. Miałam również grzywkę, którą systematycznie i prosto starała się podcinać mi mama. Teraz wiem, że bez używania profesjonalnych nożyczek nie był to zbyt dobry pomysł...

Moje włosy, w odróżnieniu od sytuacji teraźniejszej, praktycznie cały rok były bardzo jasne. Nie bez kozery jeden z wujków dalej nazywa mnie "białogłową". Obecnie widzę sporą różnicę w odcieniu moich włosów w lecie i w czasie zimy.

O włosy w swoim życiu starałam się zawsze. W podstawówce zaczęłam chodzić na basen (co najmniej 2 razy w tygodniu), a każda wizyta na basenie wiązała się z suszeniem ich suszarką. W domu korzystałam z takiego sprzętu raczej nie zbyt często, zawsze starałam się suszyć je naturalnie, bądź niestety, chodzić spać z mokrymi włosami.

Na moje szczęście, nigdy nie uległam manii codziennego prostowania włosów - bardzo rzadko, z okazji np. imprezy rodzinnej prostowałam kosmyki najbliższe twarzy.

W liceum powoli zaczynałam korzystać z odżywek do włosów. Jednak zwykle butelka szamponu kończyła się zdecydowanie szybciej niż opakowanie odżywki. Już wtedy zauważyłam, że moje włosy nie lubią monotonii. Za każdym razem kupowałam inny szampon.

Z czasem zaczęłam regularnie używać odżywek do włosów do spłukiwania jak i jedwabiu do włosów. Próbowałam jakoś uzyskiwać efekt push-up. Najczęściej korzystałam z pomocy wałków na rzepy. Za każdym razem przerażona byłam ilością włosów, które one wyrywają.

W połowie lipca tego roku przez przypadek wpadłam na bloga blondhaircare. Pamiętam, że przez 2 dni przeczytałam go całego. Na początku nie do końca rozumiałam o co chodzi z niektórymi skrótami (np. OMO, b/s, d/s).  W perspektywie mojego miesięcznego wyjazdu do Holandii (i zmiany trybu życia) postanowiłam czym prędzej stać się włosomiaczką.



poniedziałek, 10 grudnia 2012

Początkowe zakupy.

Nie myślałam za długo i szybko padł wybór. Zamówiłam na e-naturalne 4 olejki do olejowania włosów:

- arganowy,
- z wiesiołka, 
- lniany,
- z pestek malin,

W Rossmanie natomiast kupiłam:

- odżywkę Isana "Połysk jedwabiu",
- odżywka Alterra z granatem i aloesem,
- Babydream fur Mama "Balsam do kąpieli".
Już wtedy niestety nie mogłam znaleźć w tej sieciówce Isany z olejkiem Babassu.

Parę dni przed wyjazdem poszłam do fryzjerki na podcięcie końcówek. Ta niestety mocno zaszalała z cieniowaniem. Jednak zaopatrzone w te kilka produktów niestrudzenie podjęłam walkę.
Walkę o zdrowie, mocne, gęste włosy.

Włosy myłam co 2 dni. Przed każdym myciem olejowałam włosy na noc, by rano metodą OMO zmyć olej. Czasami zdarzało się, że włosy nie zostały dobrze domyte przez BFM. Po wysuszeniu czasami nie wyglądały na zbyt świeże. Z założenia zawsze chciałam używać koszulki zamiast ręcznika do wycierania włosów, jednak rzadko mi się to udawało. Zawsze koszulka była za daleko. Nie miałam tez jeszcze wtedy odpowiedniej szczotki do włosów, dlatego też tam zakupiłam szczotkę z dzika (a przynajmniej taką mam nadzieję :P). 

Jednak nie poddawałam się. Kontynuowałam te wszystkie sposoby i o to jak moje włosy wyglądały po 4 tygodniach pielęgnacji:



piątek, 30 listopada 2012

Premiera.

Drogi czytelniku,

Nie wiem sama jak powinnam zacząć.
Wiem tylko, że chciałabym zacząć prowadzić bloga, aby w jakikolwiek sposób zapisywać (a może i rozpowszechniać) moje tytułowe przydatne sposoby na życie.

Mam nadzieję, że bycie blogerką pomoże mi w uregularnieniu mojej ostatniej manii, jednak o tym już w następnym poście.